17 PAź 2016

Technologie XXI wieku w służbie zdradzonych

Wyciek danych 32 milionów użytkowników portalu dla osób, które szukają romansu pozamałżeńskiego z całą pewnością przyczyni się do zwiększenia pracy w sądach rozwodowych. Choć obecnie nie sposób powiedzieć, aby w sądach tych panowała stagnacja i nuda. 

Wśród różnych typów postępowań sądowych, rozwój technologii najbardziej wpłynął na przebieg postępowań rozwodowych. Nawet w procesach zorganizowanych grup przestępczych często nie mamy do czynienia z tak zaawansowanymi technologiami, jak przy rozwodach. O ile przepisy postępowania karnego rygorystycznie traktują kwestię zbierania dowodów, tak w postępowaniu cywilnym, granice wyznacza fantazja stron i zasobność portfela.

Ukryte kamery, dyktafony reagujące na głos, czy GPS w aucie to już oldschool (choć wciąż bardzo skuteczny). Środki te są jednak kosztowne, wiążą się z ryzykiem zdemaskowania i nie dają gwarancji sukcesu (kamery i dyktafony ukryte są w określonym miejscu, a GPS nie powie, czy w danym miejscu małżonek popija szampana z kochanką, czy zapisał się na kurs tanga, żeby zaimponować żonie podczas rocznicy). Software, to obecnie najskuteczniejszy sposób na nakrycie małżonka. Za kilka dolarów możemy ściągnąć oprogramowanie, króre zainstalowane na komputerze partnera co 3 sekundy wykona tzw. printscreen (zrzut ekranu) i prześle nam go na maila. Podobne oprogramowanie zainstalowane na komórce pozwoli na odbieranie sms-ów partnera i ustalanie jego położenia.

Odpowiedź na pytanie czyje zachowanie zasługuje na większe potępienie –  osoby zdradzającej, czy partnera, który posuwa się do „szpiegowania“ często bogu ducha winnego współmałżonka, pozostawmy etykom. Pamiętajmy jednak o tym, że tego typu działania często stanowią naruszenie przepisów prawa cywilnego, a czasem nawet przestępstwa. Sprawdzanie sms-ów, maili, czy śledzenie może zostać potraktowane przez sąd jako naruszenie dóbr osobistych, a podsłuchy, kamery i software jako bezprawne uzyskiwanie dostępu do informacji, co stanowi przestępstwo zagrożone karą pozbawienia wolności do lat 2.

Zanim zatem zaopatrzymy się w sklepie detektywistycznym w sprzęt godny agenta Mossadu zastanówmy się, czy warto.

Autor: Adwokat Marcin Kieszkowski